Green Velo odcinek Białystok-Siemiatycze (Borowiki)

Na początek może kilka Złotych porad!

Czego my nie wzięliśmy, a na wycieczce z pewnością by się przydało:

tyrtytki, filtr do opalania, preparat przeciw komarom oraz dużo gotówki !!!

Występują: Dorczi i Barczi

Piątek 20 Lipca 2018

Pora dość wczesna jak dla nas śpiochów.

Pociąg do Białegostoku startuje z dw. Wschodniego o 6:14. Nie zdążyłem jeszcze dodać, że jedziemy na wycieczkę rowerową i jesteśmy raczej amatorami rowerowymi. Przygotowani tak na 65 %.

Dobrze, tylko na dworzec trzeba jakoś dojechać. Przypomnę może, że jest godzina 05:40. W tym momencie pisania bloga Dorczi mówi żebym się nie silił na dowcip  ;). Wracając, więc do narracji… Barczi proponuje dojazd rowerami. Niestety nie spotyka się to ze zrozumieniem Dorczi. Ostatecznie jednak  na dworzec pedałujemy.

Ponieważ rzadko podróżujemy pociągami, a w moim przypadku ostatni raz było to w latach 70 -tych. Tak, tak nic tu się nie da ukryć 😉 Podróż zaczynamy od odkrywania dworca i ogólnie pociągów. Nasz to InterCity.

Wszystko idzie sprawnie, no może jedynie oprócz mocowania rowerów, a w zasadzie wieszania rowerów na haki. Są one bardzo trudno dostępne i rower Dorczi z szeroką kierownicą zajmuje już prawie dwa miejsca. Po 15 minutach wreszcie się nam udaje.

Nasza trasa Green Velo prowadzić będzie przez: Białystok-Supraśl-Michałowo (nocleg)-Narewka-Budy (nocleg)-Hajnówka-Siemiatycze(Borowiki).

Do Białegostoku dojeżdżamy punktualnie parę minut po 8:00. Przed nami  200 km pedałowania przez 4 dni.Trasa została zaplanowana tak, aby dla nas amatorów nie było za ciężko, tzn. około  60 km dziennie.

Pełni wigoru i entuzjazmu zaczynamy…

Uśmiechy na twarzach 🙂 W sumie to coś innego niż zwykły wypoczynek.

Droga z Białegostoku do Supraśla na tę chwilę nie jest przyjemna. Na całym odcinku trwa remont i w zasadzie trasy rowerowej jako takiej nie ma.

Często pozostaje jazda szosą ograniczoną do jednego pasa i dodatkowo ruchu wahadłowego. W połowie drogi następuje punkt kulminacyjny dnia. Później zastanawialiśmy się, że w zasadzie może to syn chciał nam urozmaicić wyjazd i przygotował dla nas taką małą niespodziankę. My tak już mamy, że nic nie może się obyć bez przygody. Powiem nawet więcej. Myślę, że aby było ciekawiej należy sobie przygotować kilka takich niespodzianek 😉 Jesteśmy około 5 km od Supraśla, kiedy odpada nam pedał  od roweru.  To znaczy całe ramię i konkretnie nie nam tylko Dorczi. Wtedy jeszcze nie wiemy, że to tylko poluzowała się śruba.  Wiemy już jednak, że na piechotę pokonanie tego odcinka trasy będzie bardzo ciężkie. Postanawiamy złapać okazję. Nie jest jednak łatwo, znaleźć chętnego na podwiezienie nas i dwóch rowerów. Nie zrażamy się jednak i druga próba przynosi spodziewany efekt. Pozdrawiamy Pana z Forda Transit, który bezinteresownie pomógł nam i dowiózł nas do Supraśla.

Niestety w Supraślu nie jesteśmy w stanie naprawić naszego Krosika. Pozostaje mobilny serwis z Białegostoku.  Mamy do wyboru dwóch panów.

Jest godzina 11:00. Jeden z panów serwisantów mówi, że może przyjechać dopiero po obiedzie około 15:00.  Jak się pewnie domyślacie nie korzystamy z jego usług. Bierzemy serwisanta, który musi to załatwić przed obiadem.  Pan przyjeżdża około 12:00, dokręcając pedał kluczem. Inkasuje 80 zł. Jesteśmy wniebowzięci! Wreszcie możemy jechać dalej.

Wniebowzięci jesteśmy wszyscy, no może poza pogodą, która lekko się psuje.  Determinacja jednak zwycięża. Mamy przecież przeciw deszczówki.

Dojeżdżając do Michałowa gubimy ścieżkę Green Velo i zamiast 62 km wychodzi nam odcinek około 80 km.

Sobota 21 Lipca 2018

Zapowiada się pięknie.  Na nocleg wybraliśmy zajazd, który okazał się w sumie bardzo fajnym miejscem. Jednak projekt zajazdu powstał zapewne w latach 70, gdyż nie do końca został przemyślany. Niedoskonałość jego polega na tym, że okna pokojów wychodzą na parking. Od godziny 6:00 nie jesteśmy w stanie już spać . Uczymy się się za to paru słów po ukraińsku.

Jednak obsługa zajazdu jak i doskonałe śniadanie rekompensuje nam bardzo szybko lekkie niewyspanie.

Temperatura optymalna 23-25 C.  W sam raz na rowerową wycieczkę. Trochę ciężko wprawdzie usiąść na siodełku, ale to tylko na początku :). Później znowu wpadamy w trans 😉  Etap od Michałowa do Narewki przebiega płynnie.

W okolicy Narewki zatrzymujemy się na papu. Google podpowiada, że jest to jedyne sensowne miejsce w okolicy. Bojarski Gościniec – widoki z niego są przepiękne, jedzenie dobre. Niestety zawsze jest coś za coś.  Za dwie osoby z browarkiem (bezalkoholowym ;)) płacimy banknotem z wizerunkiem Jagiełły. No cóż……

Po obiedzie, wszystko przebiega spokojnie do momentu wjazdu w Puszczę Białowieską. Nie doczytujemy do końca zakazów na tym odcinku szlaku (pewnie ktoś w komentarzach doda, że również nie zauważamy nasypu na drodze. ;))

Chciałbym Was przestrzec, że podobno Straż Leśna jest nadgorliwa  i uwielbia wręczać rowerzystom świstek z wypisaną kwotą opiewającą na jedno dziecko. Ten program rządu kojarzycie?

My jako wzorowi obywatele przestrzegający prawa nie jedziemy tym odcinkiem 😉 Nie rozwijam wątku w tym miejscu, kto zna do mnie namiar niech dzwoni 🙂

Nawet w lesie czuje się lekki niepokój nastrojów .  Ach… do czego ta władza doprowadziła…postaram się już jednak za często nie odnosić do polityki.

Wieczorem dojeżdżamy do Sioło Budy. Wreszcie można  napić się piwa z alkoholem. Jemy babkę ziemniaczaną. Moja babka jest super. Sucharek 

Nasze rowery śpią z nami.

Niedziela 22 Lipca 2018

Wyspani, po śniadaniu nie płacimy za pokój. Nie mamy  gotówki. Jednak dobrze nam patrzy z oczu, więc obsługa prosi o przelew . Tak też robimy.

Trasa Białowieża-Hajnówka, cały czas prowadzi przez las.  Ciężko znaleźć nam czynny sklep,  aby kupić wodę. Tak wiem jest niedziela.

Podczas obiadu w jedynym znośnym przybytku (zajazd u Jana) następuję szybka zmiana planów.  Ponieważ jesteśmy już blisko wyznaczonego celu 🙂 Rezygnujemy z noclegu w Borowikach (fajna nazwa mieściny)  i decydujemy się na powrót do Wawy.

Szybkie spojrzenie na rozkład pociągów i już wiemy, że w miejscowości Borowiki o godzinie 16:23 odjeżdża pociąg do Warszawy .

Jeszcze może tylko dodam, że jest godzina 13 :00, a my mamy do przejechania kawałek drogi. Wymaga to od nas mega wysiłku. My, nie damy rady?

Próbując znaleźć jakąś stacje bliżej, odkrywamy, że dużo dworców jest po prostu pozamykanych. Tempo jest bardzo szybkie,  ale ten wysiłek się opłaca. Na peron dojeżdżamy 5 minut przez odjazdem.

Czy już wspominałem, że pociąg oczywiście się pojawia, ale o dziwo nie jedzie on do Warszawy tylko z Warszawy :). W sumie jeden czort. Za 30 minut będzie jechał do Siedlec szynobus. Już w drzwiach wita nas z uśmiechem na twarzy, bardzo uprzejma Pani z obsługi pociągu. Chcąc troszkę zagaić, pytam jak droga i czy zawsze tyle rowerzystów podróżuje? Kochaniutki zaraz zobaczysz co tu się będzie działo. To dopiero początek trasy. Lekko pani nie dowierzam, ale po dwóch stacjach zmieniam zdanie. Zobaczcie zresztą sami..

Muszę kończyć idziemy do kina na dachu.

Jutro spróbuję napisać podsumowanie 😛

Zapewne moja polonistka, nie byłaby teraz zadowolona, ponieważ zaraz dodam wątek poboczny.  Jest on zupełnie nie związany z opisywaną wycieczką, ale chcę go dodać 🙂 Jak już pisałem wczoraj byliśmy w kinie.  Film na który poszliśmy to  francuski  komedio/dramat „Nasz najlepszy rok”. Polecam go był naprawdę bardzo dobry.  Pozytywnie nastawiający nas na weekend.

Wracam do pisania podsumowania. Nie chwaląc się, przebyliśmy jedną dziesiątą ścieżki Green Velo. Uzbieraliśmy około 180-190 km. Etap Białystok-Michałowo jest średnio oznaczony.  Natomiast dalsza trasa na południe, aż do Borowik dużo lepiej.

Na pewno z dużym wyprzedzeniem należy planować posiłki,  ponieważ często trudno znaleźć sensowną restaurację.  W letnie niedziele,  powroty pociągami są specyficzne. Oznacza to, że nie zawsze możemy być pewni, że wejdziemy z rowerami do danego pociągu.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojego bloga, przekonam przynajmniej jedną osobę do przebycia tego odcinka Green Velo.  Według mnie naprawdę warto.

Ja już planuję następne etapy, ale o tym sza… moja Dorczi jeszcze o tym nie wie ;P

Pozdrawiam

Nie wspomniałem jeszcze o najważniejszej rzeczy, że koledzy i koleżanki  z pracy na pewno docenią Wasz trud…..